Wielkie greckie wakacje- Leonidio!

O Leonidio usłyszałem parę lat temu, jednak w mojej głowie rejon ten został skojarzony z takimi frazami jak ‘krucho’, ‘tufy spadające na ziemię’, ‘dwa fajne sektory a reszta słaba’ czy ‘strasznie monotonne tam to wspinanie’. W związku z tym jakoś nie po drodze było mi do tego rejonu, zresztą nie jest to specjalnie dziwne. Jednak planując sylwestrowy wyjazd okazało się, że jedzie tam sporo znajomych, którzy podobno już tam byli i podobno wcale nie jest tak źle, więc po krótkim namyśle razem z Julką, Gosią i Kubą kupiliśmy bilety do Aten na pierwszy dzień świąt.

_dsc0101
Prawie cała nasza ekipa na zdjęciu- Julka, Ja, Gosia i niewidoczny Kuba

Już pierwszego dnia po przyjeździe okazało się, że nasza wizja Leonidio jest daleka od rzeczywistości. Skałka rzeczywiście momentami bywa krucha, ale jednak w sektorach w których się wspinaliśmy (a były to raczej te najbardziej popularne) jakość dróg jest naprawdę fajna i asekurant raczej nie musi drżeć w panice o swoje życie. Oczywiście, zdarzają się kruche fragmenty, na których trzeba stosować technikę ‘tatrzańską’, która zakłada że chwytu nie należy obciążać dynamicznie, ale raczej dociskać go do ściany i używać go jako chwyt ‘na wypór’. Słuchając jednak historii od naszych towarzyszy o latających głazach wielkości mikrofalówki, dochodzę do wniosku że im bardziej popularna, przewieszona i trudna droga, tym prawdopodobnie będzie ona bardziej lita i bezpieczniejsza.

_dsc0728-2
Bardzo malowniczo położony sektor H.A.D.A – tutaj akurat warto zabrać kask!

Niesamowite wrażenie zrobiło na nas tempo, w jakim rejon ten jest eksplorowany.  W porównaniu do poprzedniej edycji przewodnika, który wydany został w 2016 roku, w najnowszym przybyło ponad 100 stron, czyli kilkaset nowych dróg! Potencjał jest ogromny, skałek jest całe mnóstwo, więc na pewno w najbliższym czasie przybędzie tam jeszcze duuużo dużo nowych linii. Niestety taki ‘młody wiek’ rejonu niesie za sobą pewne konsekwencje, wśród których trzeba uwzględnić właśnie kruszyznę w niektórych miejscach, bajzel z wycenami (niektóre drogi są mocno przecenione, a niektóre niedocenione), albo ruszające się spity, które trzeba dokręcać w trakcie wpinania ekspresa. Mimo wszystko jednak nie są to przeszkody, które znacząco wpływają na komfort wspinania.

_dsc0994
Piękny sektor z ogromnym potencjałem – Le maison de chevres

Ciekawym  zjawiskiem była też ilość spitów na drogach. Bywało, że na 20 metrową drogę potrzebowaliśmy 12 ekspresów. Myślę, że ma to dużo plusów, bo eliminuje tak naprawdę całkowicie ryzyko związane z wypadkiem w razie lotu (oczywiście jeśli asekurant dobrze asekuruje 😉 ), ułatwia patentowanie, a w razie potrzeby umożliwia dotarcie do stanowiska i zabranie dzwonków ze ściany.

_dsc0690
Podejście pod sektor H.A.D.A

Jest to na pewno świetne miejsce dla osób, które zaczynają swoją przygodę ze wspinaniem w skałach! Nie widziałem jeszcze w Europie rejonu, gdzie byłoby kilka sektorów, w których wszystkie drogi znajdują się w przedziale od 5 do 6c, mają świetną asekurację, karabinki zjazdowe i w dużej mierze biegną po mniejszych lub większych tufach (!). Takim klasykiem jest np. droga ‘Tufatango’  na sektorze Mars, która prowadzi nas systemem pięknych nacieków i ma wycenę 6b+.

_dsc0705
Końcówka podejścia pod H.A.D.A

W ciągu naszego 10 dniowego pobytu udało nam się powspinać całkiem sporo, biorąc pod uwagę przeciwności, jakie napotkaliśmy. Przede wszystkim już pierwszego dnia przywitał nas tłum ludzi pod skałką. Niestety, niejednokrotnie okazywało się, że do drogi w kolejce było trzech polaków, i dwóch Bułgarów, z których każdy na wstawce spędzał 20 minut. Czułem się czasem jak w zawodach bulderowych na Akademickich Mistrzostwach Polski, gdzie boulder można było zrobić albo w pierwszej próbie, albo w ogóle, bo  oczekiwanie na kolejną próbę trwało pół godziny.  Nie byłoby to jeszcze takie uciążliwe, gdyby nie fakt, że zdecydowaną cześć wyjazdu temperatura oscylowała koło 5 stopni. Nawet to nie byłoby takie straszne, ale w połączeniu z deszczem i wiatrem było trudne do przezwyciężenia. Przy długich odstępach między wstawkami naprawdę było bardzo bardzo ciężko rozgrzać palce, a ciepło przychodziło dopiero po zjechaniu z drogi.

_dsc0518
Nawet niedaleko Leonidio spadł śnieg!

Mimo takich niesprzyjających okoliczności staraliśmy się wyciągnąć z tego wyjazdu tyle ile to było możliwe. Zdecydowanie topowym przejściem był sukces Julki, która mimo braku czucia w palcach i z mokrymi chwytami wpięła się do łańcucha drogi ‘Fata morgana’ w sektorze Twin Cave, o wycenia 7c+/8a. Julka dokładnie pół roku temu miała operację w wyniku kontuzji nadgarstka i droga ta potwierdziła jej powrót do formy sprzed kontuzji. Oprócz tego udało jej się pokonać drogę ‘The kid’ 7c w drugiej próbie oraz powspinać sporo po łatwiejszych drogach.

_dsc0731
Radość i ze zrobionej drogi i z chwili słońca

Moim planem było poprowadzenie mojego drugiego 8b. Czy się udało? No nie do końca. 😀

Za główny cel obrałem sobie drogę ‘Pig In the roof”, biegnącą dachem we wcześniej wspominanym sektorze ‘Twin Cave’. Łatwe podejście doprowadza nas do kilku ruchowego boulderu, wymagającego umiejętności skoordynowania ciała oraz nieco siły w bicepsach, po którym jest bardzo wygodny no-hand i niby łatwa, ale dosyć czujna końcówka po obłych tufach. Na pracę nad tą drogą poświęciłem 3 dni, z których podczas dwóch pierwszych część chwytów była mokra, a ze zwisających stalaktytów kapała woda, która sprawiała że po wstawce wyglądałem jakbym wyszedł spod prysznica. Dopiero przedostatniego dnia warunki pozwoliły na poważne próby, jednak z kolei temperatura odczuwalna w granicach 0 stopni uniemożliwiła mi złapanie odpowiedniej dawki spręża przed wstawką. W najlepszej próbie udało mi się przejść główne trudności i tak się ucieszyłem tym faktem, że spadłem tuż przed no- handem.

_dsc0713

Wydaje mi się, że na wyżej wspomniany wynik mógł mieć wpływ cały rytuał, który musiałem odprawić przed próbą. Wymagał on ode mnie 10 minutowej rozgrzewki,  przebrania się z długich spodni w krótkie (bo tylko wtedy knee pady dobrze mi siadały na nodze), zdjęcia 4 z 6 warstw ubrania które miałem na sobie, zrobienia 3 pierwszych wpinek, zejścia na dół, rozgrzania palców, dojściu do cruxa, bloku, zjazdu na dół, zdjęciu liny, zdjęciu dwóch ostatnich warstw (wiadomka, nie da się zrobić 8b w koszulce 😉 ) i dopiero wstawki. Myślę więc, że biorąc pod uwagę te wszystkie działania samo przejście najtrudniejszej sekwencji można uważać za pewien sukces.

_dsc0722

Na otarcie łez do mojego kapowniczka mogę wpisać całkiem pionową i przyjemną drogę ‘Popo’ 8a, którą udało mi się zrobić w 3 próbie, ‘Bread and salt’ 7c, która startuje razem z ‘Fata morganą’ Julki i kończy się nieco innym, krawądkowym boulderem, oraz ‘The kid’ 7c, który wymaga użycia tak obłej tufy, że niby nie da się jej przytrzymać, ale jednak jej faktura tworzy naprawdę dobry chwyt.

_dsc0503
Jak w całej Grecji tak w Leonidio- pełno bardzo fajnych kotów!

Można oczywiście skupiać się na tym, co nie wyszło, na planach, które miały się udać i  na drogach, które miały być w naszym kapowniku, ale wspinanie jest czymś więcej- to czas spędzony w niesamowitych miejscach z fajnymi ludźmi, którzy mają taką zajawkę jak ty i z którymi tak łatwo znajdujesz wspólny język, mimo że jesteście z dwóch krańców świata. I to jest chyba najfajniejsze w tym sporcie.

 

A już za miesiąc- El Chorro!

 

_dsc0657

_dsc0483
Leonidio widziane z sektora ‚Twin Cave”

 

_dsc0510
Udajemy że jest ciepło

_DSC0346

_dsc0464

_dsc0744

Jedna myśl na temat “Wielkie greckie wakacje- Leonidio!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s